Los abrazos rotos
Reżyseria: Pedro Almodóvar
Scenariusz: Pedro Almodóvar
Data premiery: 25.09.2009
Obsada: Luis Homar, Blanca Portillo, Penelope Cruz, Tamar Novas, Jose Luis Gomez
Gatunek: dramat, komedia
Ocena: -4/5
Najnowszy film Pedro Almodóvara opisuje historię byłego reżysera, który po utracie wzroku zajmuję się pisaniem scenariuszy. W pracy pomaga mu wieloletnia przyjaciółka Judit i jej syn Diego. Rutynowe zajęcia Harrego zostają przerwane wraz z informacją o śmierci Ernesto Martela, wpływowego milionera i producenta ostatniego filmu, w którym Harry pracował jako reżyser. Niedługo potem pojawia się tajemniczy Ray X, mężczyzna proponuje stworzenie filmu biograficznego, w którym Martel zostałby zdyskredytowany. Mimo stanowczej odmowy realizacji projektu, Harry będzie musiał stawić czoło przeszłości, w której ważną rolę odegrał zarówno Ernesto, jak i jego ukochana Lena.
Najnowsza almodrama, w której główną postacią jest niewidomy twórca filmowy, kiedyś Mateo-reżyser, obecnie po wypadku Harry-scenarzysta. Choć z wszelkich opisów i materiałów promocyjnych może wynikać, że akcja skupia się na Penelopie, Cruz wciela się tak naprawdę w bardzo ważną, ale jednak drugoplanową rolę aspirującej aktorki i femme fatale Leny, która wiąże się z wpływowym milionerem. Losy wszystkich bohaterów krzyżują się na planie filmu „Dziewczyny i walizki”, Martel jest jego producentem, Lena główną aktorką, Judit asystentką planu, a Mateo/Harry reżyserem. Skomplikowane relacje bohaterów doprowadzają do stworzenia wyjątkowo nieudanego filmu, ale przede wszystkim do tragedii, która zaważy na losach całej czwórki.
Dzieło hiszpańskiego reżysera nie można zaliczyć do najbardziej udanych jego obrazów, ale jak zawsze Pedro trzyma swój poziom i wielbiciele jego filmów nie poczują się rozczarowani. Choćby dlatego, że „Przerwane objęcia” pełne są smaczków jak żaden poprzedni film Almodovara. Wspomnę tylko, że „Dziewczyny i walizki”, które kręci Mateo to tak naprawdę „Kobiety na skraju załamania nerwowego”, a Cruz wciela się w postać graną przez Carmen Maure. Oczywiście jak zawsze stały tandem almo-aktorek gościnnie występuje w niewielkich epizodach, na ekranie pojawia się znowu nawet Rossy de Palma.
Najmocniejszą stroną filmu są właśnie wątki komediowe, zarówno błyskotliwe dialogi (scenariusz horroru o wampirach), jak i absurdalne postaci (syn Martela, kobieta czytająca z ruchu ust), niestety główna intryga mocno kuleje. Ostatni raz tak obojętny dla mnie wątek dramatyczny Almodovar zawarł w „Złym wychowaniu”, w „Przerwanych objęciach” przede wszystkim uderza naciągany główny konflikt, sekret, którego rozwiązanie jest dość oczywiste od samego początku historii. Tak, jak jednak wspominałam hiszpański twórca może być w słabszej formie, ale lotów poniżej pewnego poziomu nie obniża. Jak zawsze strona wizualna filmu jest fantastyczna, nasycone kolorami obrazy, idealnie dopasowana muzyka i świetne aktorstwo – szczególnie pozytywnie zaskoczył mnie duet Cruz-Homar. Tak, więc nie oczekując rewolucyjnego obrazu, z całą pewnością można wybrać się do kina na „Przerwane objęcia”.
Los Paranoicos

Reżyseria : Gabriel Medina
Scenariusz : Nicolas Geuilburt, Gabriel Medina
Data premiery : 23.10.2008
Obsada : Daniel Hendler, Jazmin Stuart, Walter Jakob, Martin Feldman, Miguel Dedovich
Gatunek : obyczajowy, komedia
Ocena : 4.5/5
Obok niezależnego projektu, jakim był film UPA! , w programie festiwalu znalazła się bardziej komercyjna odsłona kina argentyńskiego. „Los Paranoicos’ jest drugim filmem wyreżyserowanym przez Gabriela Medinę, który współtworzył również scenariusz, opierając go o swoje osobiste doświadczenia życiowe. Główny bohater Luciano jest bowiem niespełnionym scenarzystą, który pracuje przy przyjęciach urodzinowych dla dzieci, w między czasie próbuje napisać swoją pierwszą fabułę. Zmotywować do pracy może go przyjaciel, któremu się poszczęściło – Manuel wraca do Argentyny sprzedać swój serial, który okazał się przebojem w Hiszpanii, przy okazji Luciano wyświadcza mu przysługę, przygarniając pod swój dach na kilka dni jego narzeczoną.
Rola fajtłapowatego Luciano przypadła Danielowi Hendlerowi, znany z „El abrazo partido” i „Whisky” aktor wciela się w tragikomiczną postać człowieka, który żyje na niby, wyznając zasadę – lepiej nie próbować, niż się rozczarować. Mimo, iż nie zazdrości specjalnie Manuelowi jego stylu życia, zaczyna zastanawiać się poważniej nad zmianami w swoim. Dzięki Sofii, dziewczynie przyjaciela, nie tylko zacznie się otwierać na innych, ale również będzie gotowy na podjęcie ryzyka i spełnienie swoich marzeń.
Wciągająca i momentami niezwykle zabawna opowieść o byciu zawieszonym gdzieś „pomiędzy”. Do tego dodać należy jeszcze nietypowy wątek romantyczny, historię rozpadającej się przyjaźni i podane w niebanalny sposób prawdy życiowe, i „Los Paranoicos” ogląda się z pełnym zachwytem.
UPA! Una pelicula argentina
Reżyseria: Tamea Garateguy, Santiago Giralt
Scenariusz: Eva Bar, Tamea Garateguy
Data premiery: 15.11.2007
Obsada: Tamea Garateguy, Santiago Giralt, Florencia Braier, Federico Carol
Gatunek: komedia, dramat
Ocena: 3.5/5
Offowy film, będący pastiszem kina niezależnego czyli całkiem ciekawy eksperyment na dobry początek festiwalu.
Fer wygrywa nagrodę pieniężną, dzięki której będzie mógł zrealizować swój pierwszy pełny metraż. Pracę rozpoczynają się z nieokiełznanym entuzjazmem, który dość szybko się skończy, a jego miejsce zajmą kłótnie, wyrzuty i chaos. Zapaloną do pracy grupę filmowców oprócz Fernanda tworzą producentka Ailen i aktorka Nina, która prócz pracy w teatrze dorabia jako kelnerka.
Z jednej strony zobaczyć można w dużym skrócie prace nad filmem, etap samych przygotowań (pertraktacje z producentami, zabiegi o znaną aktorkę) oraz proces kręcenia, który może zostać zmącony przez nawet najmniejszą błahostkę. Innym aspektem filmu jest przyjaźń wyżej wymienionej trójki, która zostaje wystawiona na próbę w czasie kręcenia obrazu, którego scenariusz tak na marginesie do złudzenia przypomina „Personę” Bergmana.
Siła „UPA!” tkwi własnie w jego prześmiewczym charakterze, bezlitośnie przedrzeźniającym środowisko zblazowanych filmowców. Film natomiast traci, gdy zaczyna być „na serio”, na szczęście piosenka na zakończenie – „Los chicos independientes”, będąca przestrogą/apelem do twórców niezależnych daje dość jasno do zrozumienia, że „Una pelicula argentina” jest przede wszystkim satyrą na współczesne, nadęte artystycznie kino argentyńskie (aż się prosi, żeby odnotować fakt obecności jednego z dzieł Lisandro Alonso w programie festiwalu).
10. Festiwal Filmów Latynoamerykańskich
Kolejna edycja fetiwalu pod znakiem Manany rozpoczęła się w poznańskim kinie Muza. W tym roku mimo podwójnej sesji i pisania małego dziada (czyt.: licencjant, który miał być napisany na wczoraj) postanowiłam uczęszczać na seanse w miarę regularnie, a dokładnie z częstotliwością jeden film dziennie. Co za tym idzie, mam nadzieję zmusić się do opisywania obejrzanych pozycji i wyrwania się z blogowego letargu, w który zapadłam pod koniec kwietnia…jutro ja-lenistwo 1:0 i wrażenia z filmu otwarcia „UPA : Una pelicula argentina”.
The Visitor
Reżyseria: Thomas McCarthy
Scenariusz: Thomas McCarthy
Data premiery: 07.09.2007
Obsada: Richard Jenkins, Haaz Sleiman, Danai Jekesai Gurira, Marian Seldes
Gatunek: dramat, społeczny, obyczajowy
Ocena: 4/5
Zapoznajemy się z Walterem, wykładowcą w średnim wieku, gdy pozbywa się kolejnej nauczycielki gry na pianinie. Prowadzi przeciętne, dość samotne życie, które urozmaici rutynowa podróż do Nowego Jorku na konferencję naukową, gdzie Walter ma przedstawić publikację, którą teoretycznie współtworzył. W swoim nieużywanym apartamencie spotyka parę emigrantów, którzy najwyraźniej stali się ofiarami oszusta, wynajmującego mieszkania. Po niezbyt udanym początku, Walter postanawia przyjąć gości, którzy nie mają się gdzie podziać.
„The Visitor” podejmuje temat spotkania kultur, zamknięty w sobie wdowiec zbliża się do entuzjastycznie nastawionego muzyka Tareka i jego z początku nieufnej narzeczonej Zainab. Powoli odzyskuje radość życia, pobiera lekcję gry na bębnach, robi rzeczy, na które wcześniej nie miałby odwagi. Jest zachwycony prostolinijnością obcej kultury, wkrótce jednak poznaje drugą stronę medalu, gdy Tarekowi grozi deportacja. Wraz z jego matką i dziewczyną próbuje mu pomóc, przy okazji stając oko w oko z systemem, którego nie może zaakceptować.
Film podejmuje ważną kwestię życia na emigracji w dobie globalizacji i teoretycznie otwartych granic, które często są szczelnie zamknięte w umysłach wielu ludzi. McCarthy pokazuje, że ojczyzna jest pewną wartością, cechą tożsamości, jednak nasze miejsce na Ziemii wynika z tego co chcemy robić, z kim jesteśmy związani i określając najprościej gdzie nasze życie się toczy w danym momencie. Najlepszym przykładem jest Walter, który oddany sprawie jest w stanie porzucić swoje dotychczasowe obowiązki, gdyż niespodziewanie jego nowy żywot zaczął się w „innym miejscu”, wśród ludzi, z którymi mocno i szczerze się związał.
„The Visitor” to niepozorny film, z niezwykle wciągającą fabułą, która rozwija się bez pośpiechu. Ogromną zaletą jest swego rodzaju prawdziwość wypływająca z ekranu. Zarówno w historii, jak i w zachowaniach bohaterów nie dostrzegam sztuczności czy fałszu, przez co ich losy wydają się bliższe, a problem bycia „gościem” we własnym życiu uniwersalny.
The Reader
Reżyseria : Stephen Daldry
Scenariusz : David Hare, Bernhard Schlink
Data premiery : 10.12.2008
Obsada : Kate Winslet, Ralph Fiennes, David Kross, Rainer Sellien
Gatunek : dramat
Ocena : 2.5/5
Poznajemy Michaela Berga w 1995 roku, planując spotkanie ze swoja dorosłą córką, zaczyna przypominać sobie lata swojej młodości w Neustadt, gdzie mając 16 lat przeżył wakacyjny romans ze starszą od siebie Hanną, pracującą jako bileterka w miejskim tramwaju. Ich krótki związek opierał się na fizyczności i książkach, które Mick czytał na głos, a Hanna w skupieniu słuchała. Kilka lat później już jako student prawa Berg uczestniczy w jednym z procesów przeciwko zbrodniom nazistowskim, w którym na ławie oskarżonych zasiądzie jego chłopięca miłość.
Nie przeczytałam książki, na której opiera się film Daldry’ego, być może jest lepsza, bo ekranizacja jest co najmniej rozczarowująca. Tym bardziej dziwi mnie tyle nominacji do Oskarów i widoczne pominięcie „Revolutionary road” ( który mnie zachwycił, ale o tym w osobnym wpisie ). Nie jest to historia o Holocauście, nie do końca zakwalifikowała bym ją jako miłośną – z tej swoistej hybrydy powstał film „na pół gwizdka”, w którym nie przejmowałam się zbytnio losem bohaterów, a ciekawie zapowiadające się wątki zmierzały ostatecznie donikąd.
Film broni się świetnym aktorstwem, Kate Winslet w kilku spojrzeniach, gestach, sposobie poruszania się potrafi zawrzeć tajemniczy i mroczny, a zarazem fascynujący dla Michaela charakter swojej postaci, przy okazji nie próbując „uczłowieczać” swojej bohaterki. Również David Kross świetnie się spisuje, zarówno w roli oczarowanego, niewinnego nastolatka, jak i młodego mężczyzny, który po latach odkrywa sekret Hanny. Jednak istota filmu zawarta jest w kilku fenomenalnych scenach( czas trwania całego filmu to ponad 2 godziny ), a resztę wypełnia mocno udramatyzowana treść, która ostatecznie staje się dla widza obojętna.
Into the wild
Reżyseria : Sean Penn
Scenariusz : Sean Penn, Jon Krakauer
Data premiery : 01.09.2007
Obsada : Emilie Hirsch, Marcia Gay Harden, William Hurt, Jena Malone, Vince Vaughn
Gatunek : biograficzny, dramat
Ocena : 4/5
Film Seana Penna, oparty na książce Jona Krakauera, opowiada autentyczną historię Christophera McCandlessa , amerykańskiego studenta, który porzucił swoje dotychczasowe życie, przeznaczył całe oszczędności na cele charytatywne i wyruszył w podróż po USA, z punktem docelowym wyprawy, gdzieś na totalnym odludziu Alaski.
Obraz zachwycił mnie głównie od strony reżyserii i aktorstwa. Udało przedstawić się nie tylko fascynującą historię Chrisa, ale również wątki poboczne, postaci, które spotkał na swojej drodze, bez których jego podróż zarówna ta literalna jak i wewnętrzna nie mogłaby się odbyć. Niezbyt entuzjastycznie podchodzę do samego bohatera, logicznym wydaje się mocne romantyzowanie postaci przez Penna, domyślam się, że potrzebował pozwolenie od rodziny na nakręcenie tej historii. Udało mu się jednak stworzyć niezwykle wzruszający i przejmujący film, który zostaje w głowie na długo po ostatniej scenie. Do tego świetna ścieżka dzwiękowa, piękne zdjęcia dzikiej, nieokiełznanej, ale i bezlitosnej przyrody, której częścią już niestety nie jesteśmy.
TOP 5 – Humphrey Bogart
Jako, że mam ostatnio duże problemy z napisaniem czegoś konkretnego na temat filmów, które niedawno widziałam, sięgam do otchłani mojej pamięci i niczym bohaterka z książki Hornby’ego wzięłam się za tworzenie list z cyklu „ulubione pieć …” :-p. Pierwsza na tapetę poszła lista moich ulubionych filmów z Bogartem , z racji, że pochłonęłam niedawno dwie książki na jego temat i z przerażeniem odkryłam, że moi współlokatorzy nie mają zielonego pojęcia kim był ten pan.
1. In a Lonely Place
reżyseria : Nicholas Ray
scenariusz : Dorothy Hughes, Edmund North
data premiery : 17.05.1950
obsada : Gloria Grahame, Frank Lovejoy, Carl Reid,
Dixon Steele, scenarzysta i pisarz powieści kryminalnych zostaje oskarżony o morderstwo szatniarki. Alibi zapewnia mu urodziwa sąsiadka Laurel Gray, która dostrzega w Dixonie wrażliwego mężczyznę. Szybko nawiązują romans, który wydaje się być wybawieniem dla rozczarowanego życiem Steela. Zafascynowana nim Laurel zaczyna jednak tonąć w wątpliwościach, gdy jej ukochany zdaje sobie nie radzić z własnymi emocjami, przejawiając coraz agresywniejsze zachowania. „Pustka” nie jest może najbardziej znanym filmem Bogarta, ale według mnie jest to jego najlepsza rola, świetnie uchwycił schizofreniczny charakter bohatera, do samego końca widz zadaje sobie pytanie, czy Dixon zabił.
2. Casablanca
reżyseria : Michael Curtiz
scenariusz : Murray Burnett, Joan Alison
data premiery : 23.01.1943
obsada : Ingrid Bergman, Paul Henreid, Claude Rains
It’s still the same old story, A fight for love and glory” czyli jeden z kultowych melodramatów, osobiście mój ulubiony w tej kategorii. Jeden z produktów fabryki snów, w dużej mierze kawał dobrze wykonanej rzemieślniczej roboty, po którym na etapie produkcji nikt nie oczekiwał wielkiego sukcesu. Tutaj wszystkie elementy, niczym wyciągnięte z podręcznika – „Melodramat w 10 tygodni”, idealnie ze sobą współgrają. Rola Ricka, amerykańskiego właściciela knajpy w Casablance, rozczarowanego życiem, ale ukrywającego pod maską wyrachowanego cynika całą gamę tzw. uczuć wyższego rzędu, sprawia wrażenie wręcz napisanej dla Bogarta ( pierwszym wyborem do roli Ricka był George Raft ).

3. Maltese Falcon
reżyseria : John Huston
scenariusz : Dashiell Hammett, John Huston
data premiery : 18.10.1941
obsada : Mary Astor, Gladys George, Peter Lorre
Pierwsza kolaboracja aktorsko – reżyserska Bogart – Huston. Książka Hammetta była już wcześniej ekranizowana, w jednej wersji femme fatale zagrała Betty Davis, ale to dopiero John Huston nakręcił wersję prawie stuprocentowo zgodną z opowiadaniem „Sokół maltański”. Bogart wciela się w postać detektywa – Sama Spada, który po śmierci swojego partnera wplątuje się w kryminalną historię z tajemniczą figurką, którą wszyscy chcą zdobyć i niebezpieczną pięknością w tle. Każdy kto zaczyna przygodę z kinem noir, powinien zacząć od tej pozycji, gdyż „Sokół maltański” wyznaczył kanon, którym podążało wielu twórców, tego niezwykle płodnego w swoim czasie, a już niestety wymarłego gatunku.
4. The Treasure of the Sierra Madre
reżyseria : John Huston
scenariusz : B. Traven, John Huston
data premiery : 07.01.1948
obsada : Walter Huston, Tim Holt, Bruce Bennett
Historia, o tym, że bogactwo szczęścia nie daje. W tym przypadku pieniądze w postaci złota, na którego poszukiwanie rusza 3 bohaterów – stary i mądry wyga, który widział nieraz co ten kruszec robi z ludźmi i dwóch Amerykanów, z trudem wiążących koniec z końcem. Fred Dobbs z każdym etapem pełnej emocji przygody, zdaje się coraz bardziej popadać w „złote szaleństwo”, traci zaufanie do swoich kompanów, podejrzliwość i chciwość w końcu doprowadza go do absolutnego obłędu.
5. The African Queen
reżyseria : John Huston
scenariusz : C.S. Forester, James Agee
data premiery : 20.02.1952
obsada : Katharine Hepburn, Robert Moley, Peter Bull
Jedyny Oskar w karierze Bogarta, za rolę swojskiego marynarza Charliego, który lubi zaglądać w kieliszek, a ponad wszystko kocha swoją „Afrykańską królową”. W wyniku wybuchu walk, związanych z I Wojną Światową, na swoją łódź zabiera misjonarkę Rose, z którą rusza w bezpieczniejsze miejsce. W międzyczasie rodzi się plan ich „ataku” na niemiecki okręt i jak się można domyślić romans. W dużej mierze jest to również film przygodowy, stąd też na drodze zakochany pojawi się wiele przeszkód, których wykonanie techniczne może dzisiaj budzić śmiech (np. atak owadów ) , jednak trzeba przyznać, że nikt nie udaje hipopotama jak Humphrey Bogart.
Poczekalnia : tuż za moją ulubioną piątką jest cała lista świetnych filmów – choćby wszystkie kolaboracje z Lauren Bacall ( „To have and have not” – ze słynnym „…you know how to whistle, Steve …”, „The Big Sleep”, „Key Largo”, „Dark Passage” ), „Sabrina”, „The Caine Mutiny” czy niektóre z filmów z lat 30, gdy gwiazda Bogarta nie świeciła jeszcze tak mocnym światłem – „Black legion”, „Marked Woman” z Bette Davis, „The Roaring Twenties” z Jamesem Cagneyem, czy „The return of doctor X”.
Play it again, Sam.
Reżyseria : Herbert Ross
Scenariusz : Woody Allen
Data premiery : 04.05.1972
Obsada : Woody Allen, Diane Keaton, Tony Roberts, Jerry Lacy
Gatunek : komedia
Ocena : 4.5/5
Allan, neurotyczny krytyk filmowy, właśnie przechodzi mały życiowy dołek związany z porzuceniem przez żonę. Z pomocą przybywa mu zaprzyjaźnione małżeństwo – Dick i Linda. Próbują znaleźć mu nową dziewczynę, dzięki której zapomni o Nancy. Niestety Allanowi daleko do szarmanckiej i pewnej siebie postawy, którą zawsze na ekranie prezentował jego idol Humphrey Bogart, stąd misja zeswatania z miłą i uroczą kobietą okaże się dużo trudniejsza, ale przede wszystkim dużo zabawniejsza.
Po pierwsze duet Allen – Keaton to przykład zestawienia aktorskiego, które zawsze jest trafione i mi osobiście nigdy się nie nudzi. Oboje mają świetne wyczucie komediowe i genialnie się uzupełniają, a Diane to moja ulubiona „allenowska muza”. Po drugie, jako że również jestem wielbicielką Bogiego, przewodni motyw Bogarta – mentora życiowego dla Allana to już wręcz czysta filmowa ekstaza. Wyśmienicie wkręcone dialogi i nawiązania z jego filmów, z absolutnie mistrzowską końcową sceną , będącą parafrazą „Casablanki”. Do tego oczywiście należy dodać typowe, ale zawsze solidne zagrania Woody’ego, jego lekomanie, niezdarność, przewrażliwienie i gadulstwo.
A tak na marginesie scena na lotnisku w wersji muppetowej, czyli Kermit jako Rick i Miss Piggy – Ilsa :
Reżyseria: Roser Aguilar