Happy days
Reżyseria : Sekhar Kammula
Scenariusz : Sekhar Kammula
Data premiery : 28.09.2007
Obsada : Varun Sandesh, Tamanna Bhatia, Raahul, Sonia, Gayatri Rao
Gatunek : obyczajowy, komedia, dramat
Ocena : 3.5/5
Film “Happy days” to nostalgiczne wspomnienie czasów spędzonych w college‘u, od momentu przekroczenia progu uczelni jako przestraszony pierwszak po chwilę, w której należy porzucić słodkie życie studenta i wkroczyć w dorosłość. W międzyczasie poznajemy paczkę przyjaciół, która tworzy się na jednej z technicznych uczelni, stanowią oni oczywiście przekrój wszelkich możliwych postaw i charakterów ludzkich, niekiedy w dość stereotypowy sposób – chłopczyca, cwaniak, ambitny kujon, inteligent, ślicznotka, przystojniak itd. Mają ze sobą spędzić najbliższe 4 lata, które jak sobie później uświadomią będę najlepszym okresem w ich życiu – ostatnie beztroskie “radosne dni”.
Sekhar Kammula obsadził w głównych rolach aktorskie świeżynki, czasami ma się wrażenie, że wyłapane z jakiegoś uczelnianego kółka teatralnego. Sama historia jest bardzo klarowna, obserwujemy codzienne życie, troski i kłopoty młodych ludzi, ich emocjonalne dojrzewanie, konflikty i zauroczenia. Proste środki artystyczne, niedoświadczona grupa aktorska, bardzo spójna ścieżka dźwiękowa sprawiają, ze “Happy days” jest filmem niezwykle uroczym, wręcz niewinnym, momentami niesamowicie naiwnym, ale tacy też są nasi bohaterowie – pełni nadziei, często po raz pierwszy przeżywający poważne rozczarowania.
“Happy days” bardzo dobrze się ogląda, choć irytują naciągane wątki – choćby konflikt centralnej pary i łopatologicznie zobrazowany przekaz (lew :p), bardzo spodobała mi się muzyka, jak już wspominałam cała ścieżka spójna, logicznie przemyślana. Mimo pewnej schematyczności fabuły i postaci, łatwo można identyfikować się z nimi, wspominając czasy szkolne, poza tym film tryska energią i świeżością, przez co mogę wybaczyć przesłodzony do granic możliwości epilog.
Amu
Reżyseria : Shonali Bose
Scenariusz : Shonali Bose
Data premiery : 07.01.2005
Obsada : Konkona Sen Sharma, Brinda Karat, Ankur Khanna, Yashpal Sharma
Gatunek : społeczny, dramat, obyczajowy
Ocena : 4.5/5
Kaju (Sen Sharma), adoptowana jako mała dziewczynka i wychowywana w Ameryce, przyjeżdża do Indii, odwiedzić swoją rodzinę i przeprowadzić osobistą podróż, której tłem jest nieznany dla niej kraj pochodzenia. Nostalgiczna wyprawa zmienia się w desperacką próbę odkrycia prawdy, gdy Kaju dowiaduje się o masakrze Sikhów z 1984 roku i niejasnych wydarzeniach związanych z jej biologiczną rodziną.
Shonali Bose podjęła odważny temat, wplatając go w przejmujący dramat rodzinny. Z jednej strony mamy przedstawione wydarzenia z 1984 roku, kiedy po zamordowaniu Indiry Gandhi nastąpiła rzeź Sikhtów, a ofiary nigdy nie doczekały się sprawiedliwości. Z drugiej strony przedstawiono historię młodej emigrantki, która odczuwa niewytłumaczalną więź z Indiami, w której zasadzone ziarenko niepewności zaczyna kiełkować z każda minutą filmu. Leniwie zaczynająca się opowieść o powrocie do korzeni, przeradza się w dramat jednostki i ogółu, ludzie ciągle żyjący z piętnem wydarzeń sprzed 20 lat, próbujący zapomnieć albo wręcz okłamywać dla dobra swoich najbliższych, a w samym środku jako swego rodzaju katalizator uczuć i emocji znajduje się Kaju. To właśnie za sprawą świetnej Konkony film robi jeszcze większe wrażenie, równie dobrze w roli adopcyjnej matki spisała sie Brinda Karat. Jednak o sile “Amu” stanowi przede wszystkim świetna reżyseria debiutantki Shonali Bose, która idealnie prowadzi fabułę, bardzo dobrze wyważone poszczególne wątki i rozłożony ładunek emocjonalny filmu.
ENH – nocne szaleństwo.
Przegląd filmów Dario Argento, jako że jestem ignorantką w sferze kina grozy informacja, że Dario jest mistrzem w swoim fachu była dla mnie dość istotna. Z całego cyklu ominęłam tylko najnowsze dzieło – “Matkę łez”, gdzie główną rolę gra latorośl – Asia Argento. Z czystym sumieniem muszę przyznać, że wyjątkowo udany przegląd, przypomniały mi się stare, dobre nocne szaleństwa – czasy Takeshiego, martwicy mózgu, kuch kuch hota haiów oglądanych po raz pierwszy …

“Głęboka czerwień”
Po obejrzeniu Powiększenia (1966) Micheleangelo Antonionego Dario Argento postanowił nakręcić własną wariację filmową na temat dzieła mistrza kina egzystencjalnego, tworząc arcydzieło kina giallo. Film rozpoczyna niesamowita scena parapsychicznego seansu, podczas którego kobieta-medium, odczytuje myśli wysyłane przez umysł zbrodniarza, który ma na sumieniu okrutne zabójstwo. Wkrótce kobieta zostaje w brutalny sposób zamordowana. Świadkiem jej śmierci jest mieszkający w Rzymie amerykański pianista (w tej roli gwiazdor filmu Antonioniego – David Hammings), który z przybyłą na miejsce zbrodni wścibską fotoreporterką (Daria Nicolodi) postanawia wytropić zbrodniarza.
Tym, co wyróżnia Głęboką czerwień spośród innych obrazów Argento, jest imponująca strona wizualna filmu: w scenach realistycznych nawiązująca do malarskich dzieł Edwarda Hoppera, w scenach ukazujących przemoc – do surrealistycznych wizji Giorgio de Chirico i Maksa Ernsta.
“Kot o dziewięciu ogonach”
Tym razem bohaterowie filmu to dwóch reporterów – jeden z nich jest niewidomym mistrzem reportażu śledczego, drugi – wolnym strzelcem pracującym dla redakcji rzymskich gazet. Mężczyźni jednoczą swe siły, by wyjaśnić sprawę tajemniczych morderstw związanych z luksusową kliniką biotechnologiczną, w której bada się wpływ podwójnego chromosomu X na aktywność kryminogenną człowieka… Ponownie mamy do czynienia z precyzyjnie skonstruowaną łamigłówką kryminalną, w której ważną rolę odgrywają wyrafinowane (i sadystyczne) morderstwa, determinacja głównych bohaterów oraz tajemnice tych elementów ludzkiej natury, które połączone są ze światem zwierząt. W porównaniu z poprzednim filmem Argento Kot ma wręcz epicki rozmach, ale i tak najważniejsza w nim jest umiejętnie budowana atmosfera zagrożenia, wybuchająca wprost w scenach frenetycznych morderstw dokonywanych zawsze przez zamaskowanego mordercę.
“Odgłosy”
Pierwszy horror w twórczości Argento. Od początku atakujący widza kakofonią frenetycznych obrazów i dźwięków potęgujących atmosferę grozy. To prawdziwy seans malowniczej makabry, w którym opowieść o studentce szkoły baletowej we Freiburgu, odkrywającej mroczny sekret skrywany w murach uczelni, jest tylko pretekstem do zatopienia widza w atmosferze gotyckiej baśni dla dorosłych. Niepokój jest filmową fantasmagorią, której moc leży w szokującym zestawieniu ze sobą obrazów diametralnie różnych, wywołujących u widza przerażenie, ale i zachwyt: ujęcie śnieżnobiałego, baletowego trykotu i strugi krwi wytryskującej z otwartej rany, obraz szacownych murów empire’owej budowli i zatęchłych, pełnych rozkładających się ciał podziemi szkoły tańca. Suspiria to nie tylko klasyk włoskiego kina grozy, ale również film będący inspiracją dla wielu innych mistrzów filmowego strachu począwszy od Stanleya Kubricka (Lśnienie), aż po twórców współczesnego, azjatyckiego horroru: Kiyoshi Kurosawę (Puls / Kairo / Pulse, 1999), braci Pang (Wzrok /Gin gwai / The Eye, 2001) czy Park Ki-hyeong (Szepczące korytarze / Yeogo goedam / Whispering Corridors, 1998).
“Ptak o kryształowym upierzeniu”
Reżyserski debiut mistrza włoskiego kina grozy, Dario Argento, w którym odnajdziemy już najważniejsze cechy niesamowitej poetyki włoskiego mistrza filmowej makabry: trzymającą w napięciu fabułę, szokujące sceny zabójstw oraz elementy psychoanalizy wyjaśniające zbrodnicze motywacje głównych postaci.
Bohaterem filmu jest młody, amerykański pisarz, który przybywa do Rzymu na urlop. Pewnej nocy jest mimowolnym świadkiem próby zabójstwa pięknej, młodej kobiety w galerii sztuki nowoczesnej. Morderca ucieka pozostawiając kobietę w kałuży krwi. Amerykanin rozpoczyna prywatne śledztwo mające doprowadzić do wykrycia niedoszłego zabójcy, jak się okazuje, mającego na sumieniu jeszcze kilka makabrycznych morderstw. Sprawa jest tym bardziej niebezpieczna dla bohatera, że policja to właśnie jego podejrzewa o dokonywanie morderstw. Niespodziewanie w rozwiązaniu zagadki pomoże bohaterowi obraz przedstawiający próbę zabójstwa, namalowany przez ekscentrycznego malarza oraz… wiedza ornitologiczna.
Opisy filmów : Piotr Kletowski
Urzekły mnie filmy Argento, przede wszystkim świetnie skonstruowana fabuła, każda postać pojawia się z jakiegoś powodu, jest częścią zgrabnie stworzonej układanki. Brawurowe sceny mordów i wszelkiej agresji, pięknie czerwona emalia dodaje tylko uroku
No i budowanie suspensu genialne, szczególną uwagę należy zwrócić na muzykę – tu moje odkrycie to Goblin, soundtrack do “Głębokiej czerwieni” już mam, do “Kota…” natomiast muzykę tworzył sam Moricone. Do tego wszystkiego do gustu przypadł mi humor Dario – zarówno ten planowany jak i ten wynikający z “przeterminowania” filmu. Bohaterowie są trochę nierozgarnięci, bojaźliwi, zawsze musi pojawić się wątek gejowski, jakaś mniej lub bardziej urodziwa kobitka – moją faworytką jest tu Daria Nicolodi jako Gianna w “Głębokiej…”, notabene długoletnia partnerka życiowa Argento, matka Asii i współscenarzystka genialnej “Suspirii”, w której rozczarowała mnie jedynie końcówka. Z ciekawostek na koniec można dodać, że gdy w filmie pojawią się dłonie mordercy to zapewne należą one do samego Dario, no i jak tu go nie kochać …
ENH – konkurs.
“Continental, film bez broni”
Reżyseria : Stéphane Lafleur
Ocena : 4/5
Mężczyzna budzi się w pustym autobusie. Wysiada z niego i uświadamia sobie, że jest całkiem sam. Po długim wahaniu wchodzi do lasu i znika w ciemności. Continental, film bez broni śledzi losy czterech postaci, na których życie wpływa zniknięcie owego mężczyzny. Lucette, jego żona, z niepokojem czeka na powrót męża. Louis, młody ojciec, przechodzi małżeński kryzys. Chantal, recepcjonistka w hotelu, marzy o tym, aby dzielić z kimś życie. Marcel, były hazardzista, musi zmierzyć się z własnym przemijaniem. Ich historie to oddzielne opowieści, które jednak wciąż krzyżują się i wpływają na siebie nawzajem.
MFF Wenecja 2007
Kino, które lubię – sympatyczne, nieco absurdalne, zabawne i wzruszające. Dobrze się ogląda, łatwo identyfikuje z bohaterami i szybko zaczyna się im “kibicować”. Porównywalne do zeszłorocznego “Do Ciebie, człowieku” , podobny klimat i sposób prowadzenia historii. Duży plus za to, że z taką gracją można prowadzić wielowątkową fabułę.
“Derek”
Reżyseria : Isaac Julien
Ocena : 4.5/5
Oglądany półlegalnie, ze schodów :p paradokument o Dereku Jarmanie. Bardziej jest to obraz Jarmana według jego przyjaciół Isaaca Juliena i Tildy Swinton, która równolegle prowadzi monolog-list do nieżyjącego reżysera, stanowiący rozmiar jej tęsknoty za nim, ale także i za okresem, który już przeminął, być może właśnie wraz ze śmiercią Jarmana. Piękny hołd dla Derek, choć nie warto traktować filmu jako typowy dokument biograficzny, bo nic nowego o życiu Jarmana się tu nie znajdzie, jest to raczej taki filmowy kolaż – zlepki wywiadów, filmów, wypowiedzi no i snująca się Tilda.
“Las Meninas”
Reżyseria : Ihor Podolchac, Dean Karr
Ocena : 0.5/5
Pretekstowa fabuła przedstawia patologiczną, wręcz klaustrofobiczną sytuację w rodzinie, w której chory i rozpieszczony syn terroryzuje ojca, matkę i siostrę. Las meninas to nie jest jednak film, który opowiada jakąś historię, to pożywka dla zmysłów – widzimy, słyszymy, niemal dotykamy i w ten właśnie sposób doświadczamy jego prawdziwej siły. Dzieło Podolchaka przypomina rozsypane kawałki układanki, które połączyć musi sam widz. Ten odważny, nowoczesny, awangardowy eksperyment, połączenie filmu i sztuki wizualnej, to rzadka okazja, aby przeżyć w kinie prawdziwie interaktywne doświadczenie.
MFF Rotterdam 2008
Opis filmu robi wrażenie, szczególnie jak się zweryfikuje go w czasie seansu. Z największym zaszczytem przedstawiam najsłabszy obraz tego festiwalu, który (proszę o fanfary) obejrzałam do końca, choć łatwe to nie było. Przykład artystycznego nadęcia i pseudointelektualnej sieczki w najgorszym wydaniu, a wszystko przyprawione scenami skrobania widelcem po talerzu czy grania nago na wiolonczeli.
“Moje Winnipeg”
Reżyseria : Guy Maddin
Ocena : 5/5
My Winnipeg ma formę pożegnalnego listu i pełen jest rozmyślań, osobistych historii, wyimków z miejskich kronik i postfreudowskich, proletariackich fantazje, łączących fantazje z dziecięcymi traumami. Reżyser w jakiś magiczny sposób doskonale scala wszystkie te elementy, tworząc całość tyle perwersyjną, co logiczną.
Steve Gravestock, MFF Toronto 2007
Mój konkursowy faworyt, zacieram ręce na przyszłoroczną retrospektywę Maddina. Genialny obraz miasta, z którego nasz bohater próbuje uciec, ale aby z niego wyjechać musi przeprowadzić ostatnią podróż – przez Winnipeg i swoje wspomnienia, im bliżej końca śnieżnego miasta, tym trudniej postawić ostateczny krok.
“Pomóż, Erosie”
Reżyseria : Lee Kang-sheng
Ocenia : 4/5
W wyniku poważnego kryzysu gospodarczego Ah Jie traci na giełdzie wszystko, co miał. Załamany spędza dni w czterech ścianach swojego mieszkania, paląc skręty i doglądając hodowanej w garderobie marihuany. W desperacji dzwoni pod numer telefonu zaufania dla niedoszłych samobójców. Tam poznaje Chyi – dziewczynę o pięknym, łagodnym głosie i, nigdy jej nie widząc, zakochuje się w jej wyobrażeniu. Ah Jie chciałby się z nią umówić, lecz Chyi uparcie odmawia. Mężczyzna przenosi więc swoje fantazje na Shin, nową pracowniczkę stoiska z betelem znajdującego się pod jego domem. Ci dwoje stają się sobie bliscy i zanurzają się w świecie erotycznych i psychodelicznych rozkoszy …Równocześnie ah Jie zaczyna podążać śladem Chyi…
MFF Wenecja 2007
Taki skośnooki standardzik, mało dialogów, akrobatyczne sceny erotyczne, dziwaczne jedzenie, regionalny folklor i trochę codziennej perwersji, a rozbija się oczywiście o samotność w wielkim mieście i dramatyczne próby wypełnienia egzystencjalnej pustki. Równie dobrze film mógł nakręcić Tsai Ming-liang, czuć jego obecność w prawie każdym ujęciu. Może nic odkrywczego, ale nic nie poradzę, lubię te klimaty.
“Powolne zwierciadło”
Reżyseria : Ivan & Igor Buharov
Ocena : 1/5
Kolejny, po “Las meninas”, konkursowy dziad. Film trwa ponoć 86 minut, było to najdłuższe półtora godziny w moim życiu . Co więcej, byłam nawet w stanie przysnąć na kilka minut, myślę, że nie tracąc dużo z seasnu. Przykład sztuki dla sztuki, przerost formy nad treścią itp. itd. Gwoździem programu byli panowie twórcy, którzy na prezentacji własnego filmu byli totalnie wstawieni, w sumie też sobie mogłam przed tym dziełem coś golnąć, bo na tzreźwo nie dało się tego bełkotu oglądać.
“PVC-1″
Reżyseria : Spiros Stathoulopoulos
Ocena : 2.5/5
Film PVC-1 został nakręcony w jednym kilkudziesięciominutowym ujęciu. Jego fabuła jest oparta na autentycznej historii niewinnej, walczącej o życie kobiety unieruchomionej za pomocą pasa z przytroczoną bombą. W Kolumbii pewna rodzina pada ofiarą nietypowego aktu terroryzmu. Ponieważ nie są w stanie zapłacić okupu, matka zostaje zamieniona w żywą bombę zegarową. Od tej chwili jest uwięziona zarówno w sensie fizycznym, jak i psychicznym. Wraz z rodziną usiłuje uwolnić się z koszmarnej pułapki.
MFF Saloniki 2007
Kurczę, to mógł być świetny film. Niestety amatorskie aktorstwo sprowadza obraz momentami do historii a la W11, a szkoda. Ciekawy zabieg kręcenia wszystkiego w jednym ujęciu, końcówka zrobiona po mistrzowsku, ale przez większość czasu, kompletnie nie potrafiłam wczuć się w dramat bohaterki, a myślę, że w tym tkwi klucz do tego filmu – oceny były niezwykle skrajne.
ENH – otwarcie i zamknięcie.
” 4 NOCE Z ANNĄ “
Reżyseria: Jerzy Skolimowski
Scenariusz: Jerzy Skolimowski, Ewa Piaskowska
Obsada: Kinga Preis, Artur Steranko, Jerzy Fedorowicz, Redbad Klijnstra, Jakub Snochowski, Barbara Kołodziejska
Gatunek : dramat
Ocena: 5/5
Leon Okrasa pracuje w szpitalu w niewielkim polskim miasteczku. Pewnego dnia zostaje świadkiem brutalnego gwałtu, którego ofiarą pada, młodsza pielęgniarka, Anna. Leon poświęca cały swój czas na szpiegowaniu jej, co staje się powoli jego obsesją. Pewnej nocy wkrada się przez otwarte okno do mieszkania Anny, siada na łóżku i obserwuje ją podczas snu, zagłębiając się w jej świecie. Jak daleko może się posunąć?
MFF Cannes 2008
Nagrodzony owacją na stojąco w Cannes, świetnie przyjęty we Wrocławiu. Cieszy mnie niezmiernie fakt, że festiwal otwierał dobry polski film – jestem zdeklarowaną malkontentką i pierwszą narzekającą w kwestii współczesne kino narodowe. “4 noce z Anną” to film światowy, bardzo polski i niezwykle nowohoryzontowy. Prosta historia, proste instrumenty, jednak całościowo obraz prezentuje się niezwykle. Studium samotności i wyobcowania, bliskości i desperackiej próby zaznania jej, Skolimowski cały czas balansu na granicy snu i jawy, przekraczane są kolejne subtelne granice tzw.: przestrzeni życiowej. Genialny klimat, podrasowany świetną muzyką i pracą kamery. Jak zawsze film otwarcia mnie zachwycił.
” MILCZENIE LORNY”
Reżyseria : Jean-Pierre Dardenne, Luc Dardenne
Scenariusz : Jean-Pierre Dardenne, Luc Dardenne
Obsada: Arta Dobroshi, Olivier Gourmet, Morgan Marinne, Jérémie Renier
Gatunek : dramat
Ocena : 3/5
Lorna, młoda Albanka mieszkająca w Belgii, chciałaby otworzyć ze swoim chłopakiem bar szybkiej obsługi. Swój plan będzie mogła jednak zrealizować, jeśli pomoże Fabio, jednemu z członków gangu, który planuje dla niej fikcyjne małżeństwo z Claudym. Dla Lorny jest to okazja uzyskania obywatelstwa, a także przepustka do potrzebnych jej pieniędzy. Za kolejne małżeństwo – tym razem z rosyjskim bossem, który szybko chce stać się Belgiem – Lorna może ich dostać dużo więcej. Jednak przeszkodą okaże się związek z Claudym, którego trzeba będzie zabić. Czy Lorna zachowa milczenie?
MFF Cannes 2008
Obawiałam się tego filmu, wszystko przemawiało za tym, że mi nie przypadnie do gustu, ale co tam pomyślałam, w końcu nie dają palmy za scenariusz od tak. Mam problem z braćmi Dardenne, niby artystycznie ich filmy są wypieszczone, napięcie budowane jak należy, dialogi cacy, aktorze świetni, ale jakoś nigdy nie potrafię “kupić” ich historii, podobnie było z “Dzieckiem”, no a druga kwestia, że ja generalnie za współczesnym kinem francuskim nie przepadam mówiąc najdelikatniej jak się da :-p. Próbowałam się zaangażować w historie, wczuć się w bohaterkę, zrozumieć te jej dramaty moralne i przemiany, ale nie wyszło mi. Relatywnie wysoka ocena za całą warstwę, aktorstwo, zdjęcia, narrację, ale dla mnie niestety wydmuszka artystyczna, nic poza tym. Choć jak komuś podoba się dorobek braci to może z czystym sumieniem sięgnąć. Film zamknięcia jak zwykle mnie rozczarował.
Era Nowe Horyzonty – ogólnie.
Ósmy już festiwal Romana Gutka i spółki dobiegł końca zaskakująco szybko, trzecia edycja wrocławska – najlepsza pod względem organizacyjno-logistycznym, widać, że twórcy potrzebowali trochę czasu, aby “dotrzeć się” z o wiele większym miastem. Cieszyn położony bardzo blisko mojego rodzinnego miasta, Wrocław natomiast calkiem niedaleko Poznania, z którym jestem obecnie związana akademicko. Zdecydowanie wybieram obecny kształt, nie należę do całkiem głośnej grupy malkontentów, którzy każdą rozmowę o festiwalu zaczynają od “bo w Cieszynie to było lepiej…”, potem następuje litania głównie o tym, że klimat był, że nie w multipleksie, że publiczność lepiej wychowana, że całe miasto żyło, a teraz to nas Breslau połyka. Taka mnie naszła refleksja, że w dużej mierze narzekaniami zajmują się weterani (notabene wiek końcowo lub po studencki, ewentualnie pre trzydziestkowy) , których irytują hordy licealistów, zapominając, że sami kiedyś tacy byli. Zgadzam się, że w Cieszynie było fajnie, ale w tymże niesamowicie klimatycznym ( dla mnie nic nadzwyczajnego, może z racji, że nie raz i nie dwa po obu stronach Olzy byłam) miasteczku, nie było najlepszych warunków mieszkaniowych na czas festiwalu – sama dojeżdżałam z Bielska codziennie, wszyscy restauratorzy jak jeden mąż podnosili ceny na te dwa tygodnie, odległości między kinami były zdecydowanie większe niż obecnie we Wrocławiu, o legendarnym już braku klimatyzacji i przystosowywaniu gazety festiwalowej do prowizorycznego urządzenia chłodzącego już nie wspominając. Publiczność jest różna, zawsze zdarzają się osoby przypadkowe, ale o jakiejś pladze nie ma mowy. Lansujący się licealiści – no cóż nie oceniam , bo nie chce być zgryźliwą weteranką, wszak w Cieszynie miałam naście lat, a na pierwszą edycje wrocławską pojechałam świeżo po maturze. Zawsze przyjeżdżałam na ENH dla filmów i jeszcze się nie zawiodlam