Cinema paradiso

wrzesień 24, 2008 at 9:21 pm (Europa) (, )

Reżyseria : Giuseppe Tornatore

Scenariusz : Giuseppe Tornatore, Vanna Paoli

Data premiery : 19.05.1989 w Cannes

Obsada : Salvatore Cascio, Marco Leonardi, Jacques Perrin, Philippe Noiret

Gatunek : dramat, romans

Ocena : 5/5

Toto to psotny chłopiec, żyjący z siostrą i matką, która oczekuje powrotu męża z wojny. W małej wiosce jedyną rozrywką są seanse w kinie Paradiso, chodzą tam wszyscy, żywiołowo reagują na każdą scenę, znają dialogi na pamięć, palą pierwsze papierosy, przeżywają miłosne uniesienia. Toto zaczyna się coraz bardziej interesować srebrnym ekranem , gdy jest świadkiem co tygodniowych  sesji , gdzie ksiądz dokonuje cenzury, wycinając wszelkie nieprzyzwoite treści. Kolejnym przełomowym wydarzeniem dla chłopca jest nawiązanie przyjaźni z kinooperatorem, który uczy go obsługi całego sprzętu, nie minie wiele czasu, a Salvatore będzie musiał wykorzystać nowe umiejętności, gdy po pożarze kina stary Alfredo utraci wzrok.

Ten wpis powinien zapewne znaleźć się w tym miejscu jako pierwszy , ale dopiero ostatnio przy odświeżaniu sobie jednego z moich absolutnie ulubionych filmów, postanowiłam skrobnąć, a tak przy okazji czy jest na sali ktoś kto nigdy “Cinema paradiso” nie widział ?? Szczególnie dla kinomaniaków ta pozycja wydaje mi się lekturą obowiązkową. Piękna opowieść o dojrzewaniu i odkrywaniu własnej tożsamości. Nostalgiczny powrót do przeszłości, czasów świetności kina, niewinnego, szczerego i pełnego pasji tak jak Toto, którego ideały gdzieś się zagubiły, a marzenia rozsypały  niczym mury starego Paradiso.

Genialnie oddana atmosfera magii kina, klimat mało miasteczkowych Włoch, którą Tornatore zawarł również w “Malenie”, ze zjawiskową w tytułowej roli Monicą Belluci i cudownie melancholijny obraz dorastania z perspektywy już dorosłego Toto, po wielu latach powracającego do rodzinnej miejscowości na pogrzeb Alfreda, który był dla niego ojcem, nauczycielem i najlepszym przyjacielem. Ostatnia scena zawsze szczerze i dogłębnie mnie wzrusza.

Bezpośredni odnośnik 4 komentarzy

The Last Lear

wrzesień 22, 2008 at 4:54 pm (Indie) (, , , , , , )

Reżyseria : Rituparno Ghosh

Scenariusz : Rituparno Ghosh, Utpal Dutt

Data premiery : 09.09.2007

Obsada : Amitabh Bachchan, Arjun Rampal, Shefali Shetty, Preity Zinta, Divya Dutta, Jishu Sengupta

Gatunek : dramat, obyczajowy

Ocena : 4/5

Harry (Bachchan)– teatralny aktor weteran, który od wielu lat nie występuje na scenie, otrzymuje niespodziewaną propozycję zagrania głównej roli w filmie młodego, ambitnego reżysera Siddartha (Rampal) . Sceptycznie nastawiony do pracy z kamerą, obsesyjny wielbiciel Szekspira pomimo początkowej nieufności przyjmuje ją. Pomiędzy mężczyznami tworzy się nić porozumienia, poparta głębokim zaufaniem leciwego artysty, które Sid ostatecznie narusza, doprowadzając do tragedii.

Scenariusz „The Last Lear” powstał na kanwie sztuki teatralnej i jest to widoczne gołym okiem. Film napędzany jest przez dialogi, wyraziste postaci, konflikty między nimi oraz dylematy wewnętrzne bohaterów. Świat zewnętrzny jest zupełnie nieistotny, statyczny, momentami wręcz ascetyczny. Stworzony został specyficzny, surowy klimat, zamknięty w zimnych, zadymionych ujęciach. Narracja prowadzona jest dwutorowo, punktem wyjścia jest premiera filmu, odbywająca się w trakcie Diwali. Jedną historię tworzą kulisy jego powstania oraz relacja Harry – Sid, która prezentuje wielopłaszczyznowy konflikt : teatr – kino, aktor – reżyser, młodość – doświadczenie. Druga to całonocna rozmowa trzech kobiet, które połączyła postać doświadczonego performera. Shabnam (Zinta) jest młodą aktorką z przypadku, zdającą sobie sprawę z tego, iż talentem nie grzeszy, jednak ciężką pracą na planie zdobywa sympatię Harrego, z którym nawiązuje ciepłą i bezinteresowną przyjaźń. W noc premiery skazana na towarzystwo jego życiowej partnerki, zgorzkniałej Vandany (Shetty) i naiwnej pielęgniarki Ivy (Dutta) uświadomi sobie znaczenie tej relacji.

„The Last Lear” to zdecydowanie popis aktorski Bachchana,ciężko wyobrazić sobie jako Harrego kogoś innego, na uwagę zasługują też role jak zawsze niezawodnej Shefali Shetty i udanie debiutującej w mniej komercyjnej produkcji Zinty. Istotne jest jednak, aby nastawić się na film, w którym z definicji nic się nie dzieje, gdyż punktem centralnym są tu relacje międzyludzkie, czy to dynamika między młodym reżyserem i doświadczonym aktorem, czy terapeutyczna dla bohaterek rozmowa o swoich partnerach, ograniczeniach i życiowych lekcjach. Na dodatek Szekspir wręcz wisi w powietrzu, więc można uznać, że Ghoshowi znowu udało się stworzyć warty uwagi film.

Bezpośredni odnośnik 4 komentarzy

Love story 2050

wrzesień 16, 2008 at 9:55 pm (Indie) (, , , , , , )

Reżyseria : Harry Baweja

Scenariusz : Harry Baweja, Bhavani Iyer

Data premiery : 04.07.2008

Obsada : Priyanka Chopra, Harman Baweja, Boman Irani

Gatunek : dramat, romans, science-fiction

Ocena : 1/5

Karan jest pięknym, samotnym młodzieńcem, który żyje na krawędzi i uwielbia ryzyko, bo jest przekonany, że jego śmiercią i tak nikt się zbytnio nie przejmie. Sana stanowi totalne przeciwieństwo – spokojna, wyważona i poukładana. Ich historia miłosna zostaje niestety brutalnie przerwana. Ostatnią szansą dla zakochanych może okazać się tajemnicza maszyna, nad stworzeniem której wuj Karana pracował całe życie.

“Love story 2050″ to historia miłosna tak słodka, że aż zęby bolą, a do tego jeszcze jest rozwlekła i niewiarygodnie mdła. Twórcy pokusili się o stworzenie zadziwiającego kuriozum, przenosząc naszych bohaterów do 2050 roku, powołując do życia czarny charakter a la Lord Vader oraz różowego, gadającego i irytującego do granic możliwości miśka, tworząc dzięki temu okazję do poprowadzenia całej sekwencji bzdurnych wątków.

Nieczęsto trafia się na film, w którym od początku do końca wszystko jest złe, no ale “Love story 2050″ jest perełką w swojej kategorii. Lukrowana pierwsza część przyprawia o mdłości, a druga pod tytułem “dawno temu w odległym Mumbaju” pogrąża się kompletnie. Mamy natłok inspiracji wszelkimi klasykami kina science-fiction , chaotycznie rozplanowaną akcje, scenariusz bez ładu i składu, tragiczne aktorstwo ( niestety z Bomanem Irani na czele ) i wielką nudę. Uroczyście ogłaszam “LV 2050″ gniotem roku !

Bezpośredni odnośnik 3 komentarzy

Roman holiday

wrzesień 9, 2008 at 11:30 am (USA) (, , , , )

Reżyseria : William Wyler

Scenariusz : Dalton Trumbo, Ian Hunter

Data premiery : 27.08.1953

Obsada : Gregory Peck, Audrey Hepburn, Eddie Albert

Gatunek : romans

Ocena : 5/5

Pochodząca z nie nazwanego kraju księżniczka Ann zatrzymuje się w czasie swojej jak najbardziej służbowej podróży w Rzymie. Zmęczona żywotem w kryształowej klatce postanawia pewnej nocy uciec i zakosztować prawdziwego życia. Spotyka na swojej drodze amerykańskiego dziennikarza Joe Bradleya, który po uświadomieniu sobie z kim ma do czynienia, dla ratowania swojej posady postanawia wykorzystać sytuację. Zaprasza niczego nieświadomą Ann na jednodniową podróż po “wiecznym mieście” , prosi o pomoc fotografa, który im towarzyszy, a w ukryciu robi księżniczce zdjęcia, które według sprytnego planu Bradleya trafią na pierwsze strony gazet, a jemu zapewnią wreszcie finansową  stabilizację.

Jak na filmowego zgreda przystało napiszę, że takich filmów już nie robią, a takich mężczyzn “do zakochania” jak Gregory Peck już dawno, wraz z nadejściem niszczącej, metroseksualnej fali zastąpiły mydłkowate chłopięta. Na temat coraz częstych głosów, nazywających Keire Knightley nową Audrey Hepburn nie będę się rozpisywać, bo zaczynam odczuwać mały niedowład lewej strony na samą myśl. Choć nie odmawiam talentu pannie Knightley, ale tu wszak nie o talent się rozchodzi, a o urok. Bo “Rzymskie wakacje” to historia prosta jak budowa cepa,  można się nawet doszukiwać jakiś niedorzeczności scenariuszowych, zbytnich uproszczeń i czego dusza zapragnie, ale subtelność, lekkość i nie nachalny romantyzm sprawiają, że ten film można oglądać nieprzyzwoitą ilość razy, zakochując się w nim za każdym razem na nowo.  Wszystkie elementy , wątki komediowe i te bardziej łzawe, są tu idealnie wyważone, Peck i nagrodzona Oskarem Hepburn tworzą na ekranie magiczny duet, Rzym jako postać drugoplanowa również zachwyca, a wszystko jest zwieńczone absolutnie idealnym zakończeniem.

Bezpośredni odnośnik 5 komentarzy

The way we were

wrzesień 8, 2008 at 10:45 am (USA) (, , , , , )

Reżyseria : Sydney Pollack

Scenariusz : Arthur Laurents

Data premiery : 19.10.1973

Obsada : Barbra Streisand, Robert Redford, Lois Chiles, Bradford Dillman

Gatunek : dramat, obyczajowy

Ocena : 4/5

Kathie jest dynamiczną kobietą, która twardo stąpa po ziemi, jej ambicja i upór są ponadprzeciętne. Przy tym jest zażartą marksistką, o pacyfistycznych poglądach, która uważa, że brak zaangażowania w walkę o sprawę to największy grzech współczesnych czasów. Hubbell natomiast to przystojny lekkoduch, najlepszy sportowiec uczelni, typowy amerykański złoty chłopak, któremu wszystko przychodzi zbyt łatwo, nawet talent pisarski, który nasz bohater zdaje się ignorować. Mimo, że w szkole ta dwójka należała do dwóch totalnie różnych światów, po latach spotkają się ponownie, by tym razem się w sobie zakochać.

Historia miłosna, która uświadamia, że świat złożony jest z dwóch rodzajów kobiet – tych pospolitych w zwyczajnych, prostych włosach i takich jak Kathie, które swoją naturalną burze loków muszą co rano poskramiać prostownicą.  W “The way we were” główna para bohaterów mimo jak najszczerszych uczuć, cały czas musi walczyć o swój związek, zastanawiać się nad jego sensem, natłok różnic ich charakterów, poglądów, usposobienia, które ich zafascynowały i zbliżyły , w życiu codziennym stanowią tylko ognisko zapalne wszelkich konfliktów, a czasy w jakich dane im było żyć nie ułatwiają sprawy.

Streisand i Redford – ten duet wydawał mi się zadziwiający na początku, ale oboje idealnie pasują do swoich ról. Kathie, która ciągle zabiega o ukochanego, motywuje go do działania, cały czas szuka w sobie przyczyn ich małżeńskich kryzysów, a Hubbell, mimo, że wie, iż to właśnie żona potrafi z niego “wykrzesać” najwięcej, szczególnie w kwestii jego pisarstwa, to jednak zawsze wybiera proste rozwiązania i marzy o nieskomplikowanym, dostatnim życiu, nawet za cenę bycia jednym z wielu nie wymienionych z nazwiska scenarzystów trywialnych seriali. Film bardzo prawdziwie, pokazujący związek bez tej całej lukrowanej otoczki, jasne, że zakochani mają swoje “momenty”,  ale życie weryfikuje bezlitośnie bariery, które z początku wydają się banalne.

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Roja

wrzesień 2, 2008 at 10:44 am (Indie) (, , , , )

Reżyseria : Mani Ratnam

Scenariusz : Mani Ratnam

Data premiery : 1992

Obsada : Madhoo, Arvind Swamy, Pankaj Kapur, Naseer, Janagaraj

Gatunek : dramat, obyczajowy, sensacyjny

Ocena : 3.5/5

Roja to młode, psotne dziewczę, które pod wpływem nieprzewidzianych wydarzeń zostaje wydane za mąż. Rishi pragnął pojąc za żonę prostą, skromną, wiejską dziewczynę, początkowo miała to być starsza siostry tytułowej bohaterki. Pomimo dość niefortunnego początku, ich związek dojrzewa, zaczynają być sobie coraz bliżsi. Jednak prawdziwą próbę młodzi będą musieli przejść, gdy Rishi wysłany do Kaszmiru na zlecenie armii zostaje porwany przez grupę terrorystów. Roja nie znająca języka, nie mająca nikogo bliskiego w pobliżu postanawia za wszelką cenę doprowadzić do uwolnienia męża.

Jeden z klasyków Maniego Ratnama, razi patetyzmem i niezwykle radykalnym podejściem do tematu Kaszmiru – czyli patriotyzm indyjski spod znaku “ten brzydki, zły Pakistan” .  Póki co jest to mój najstarszy film tego reżysera, patrząc na jego późniejsze dzieła, opinia Ratnama złagodniała, ale clue nie uległo zmianie ( w “Dil Se” jest subtelnie zasugerowane wspieranie przez Pakistan działań związanych z terroryzmem).  Z drugiej strony udało się w dość dużym stopniu pokazać klasyczną sytuację “konfliktu interesów”  , których i tu moja teza , być może nie da się rozwiązać pokojowo, w każdym razie nie jest to takie łatwe jakby się mogło wydawać i nawet idealista Rishi zaczyna to chyba dostrzegać, również Roja zdaje sobie sprawę jak bardzo jest nieuświadomiona, żyjąc z dala od centrum konfliktu, dodaje kolejną cegiełkę na szalę wzajemnych pretensji, przejawia ukazaną wyraźniej w “Dil Se” “indyjską ignorancję”, co dobitnie widać w scenie rozmowy z pułkownikiem.

“Roja” to jak na duet Ratnam- Sivan przystało dopieszczone artystycznie dzieło, po raz pierwszy do stworzenia tego niesamowitego klimatu przyczynił się Rahman, komponując jeden z najlepszych soundtracków w swojej karierze. Aktorsko zagrany koncertowo, warto zwrócić uwagę na mniejsze role Pankaja Kapura czy Nassera.  Szkoda, że ideologicznie jest ten film momentami przeszarżowany.

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz