The Visitor
Reżyseria: Thomas McCarthy
Scenariusz: Thomas McCarthy
Data premiery: 07.09.2007
Obsada: Richard Jenkins, Haaz Sleiman, Danai Jekesai Gurira, Marian Seldes
Gatunek: dramat, społeczny, obyczajowy
Ocena: 4/5
Zapoznajemy się z Walterem, wykładowcą w średnim wieku, gdy pozbywa się kolejnej nauczycielki gry na pianinie. Prowadzi przeciętne, dość samotne życie, które urozmaici rutynowa podróż do Nowego Jorku na konferencję naukową, gdzie Walter ma przedstawić publikację, którą teoretycznie współtworzył. W swoim nieużywanym apartamencie spotyka parę emigrantów, którzy najwyraźniej stali się ofiarami oszusta, wynajmującego mieszkania. Po niezbyt udanym początku, Walter postanawia przyjąć gości, którzy nie mają się gdzie podziać.
“The Visitor” podejmuje temat spotkania kultur, zamknięty w sobie wdowiec zbliża się do entuzjastycznie nastawionego muzyka Tareka i jego z początku nieufnej narzeczonej Zainab. Powoli odzyskuje radość życia, pobiera lekcję gry na bębnach, robi rzeczy, na które wcześniej nie miałby odwagi. Jest zachwycony prostolinijnością obcej kultury, wkrótce jednak poznaje drugą stronę medalu, gdy Tarekowi grozi deportacja. Wraz z jego matką i dziewczyną próbuje mu pomóc, przy okazji stając oko w oko z systemem, którego nie może zaakceptować.
Film podejmuje ważną kwestię życia na emigracji w dobie globalizacji i teoretycznie otwartych granic, które często są szczelnie zamknięte w umysłach wielu ludzi. McCarthy pokazuje, że ojczyzna jest pewną wartością, cechą tożsamości, jednak nasze miejsce na Ziemii wynika z tego co chcemy robić, z kim jesteśmy związani i określając najprościej gdzie nasze życie się toczy w danym momencie. Najlepszym przykładem jest Walter, który oddany sprawie jest w stanie porzucić swoje dotychczasowe obowiązki, gdyż niespodziewanie jego nowy żywot zaczął się w “innym miejscu”, wśród ludzi, z którymi mocno i szczerze się związał.
“The Visitor” to niepozorny film, z niezwykle wciągającą fabułą, która rozwija się bez pośpiechu. Ogromną zaletą jest swego rodzaju prawdziwość wypływająca z ekranu. Zarówno w historii, jak i w zachowaniach bohaterów nie dostrzegam sztuczności czy fałszu, przez co ich losy wydają się bliższe, a problem bycia “gościem” we własnym życiu uniwersalny.
The Reader
Reżyseria : Stephen Daldry
Scenariusz : David Hare, Bernhard Schlink
Data premiery : 10.12.2008
Obsada : Kate Winslet, Ralph Fiennes, David Kross, Rainer Sellien
Gatunek : dramat
Ocena : 2.5/5
Poznajemy Michaela Berga w 1995 roku, planując spotkanie ze swoja dorosłą córką, zaczyna przypominać sobie lata swojej młodości w Neustadt, gdzie mając 16 lat przeżył wakacyjny romans ze starszą od siebie Hanną, pracującą jako bileterka w miejskim tramwaju. Ich krótki związek opierał się na fizyczności i książkach, które Mick czytał na głos, a Hanna w skupieniu słuchała. Kilka lat później już jako student prawa Berg uczestniczy w jednym z procesów przeciwko zbrodniom nazistowskim, w którym na ławie oskarżonych zasiądzie jego chłopięca miłość.
Nie przeczytałam książki, na której opiera się film Daldry’ego, być może jest lepsza, bo ekranizacja jest co najmniej rozczarowująca. Tym bardziej dziwi mnie tyle nominacji do Oskarów i widoczne pominięcie „Revolutionary road” ( który mnie zachwycił, ale o tym w osobnym wpisie ). Nie jest to historia o Holocauście, nie do końca zakwalifikowała bym ją jako miłośną – z tej swoistej hybrydy powstał film „na pół gwizdka”, w którym nie przejmowałam się zbytnio losem bohaterów, a ciekawie zapowiadające się wątki zmierzały ostatecznie donikąd.
Film broni się świetnym aktorstwem, Kate Winslet w kilku spojrzeniach, gestach, sposobie poruszania się potrafi zawrzeć tajemniczy i mroczny, a zarazem fascynujący dla Michaela charakter swojej postaci, przy okazji nie próbując „uczłowieczać” swojej bohaterki. Również David Kross świetnie się spisuje, zarówno w roli oczarowanego, niewinnego nastolatka, jak i młodego mężczyzny, który po latach odkrywa sekret Hanny. Jednak istota filmu zawarta jest w kilku fenomenalnych scenach( czas trwania całego filmu to ponad 2 godziny ), a resztę wypełnia mocno udramatyzowana treść, która ostatecznie staje się dla widza obojętna.
Into the wild
Reżyseria : Sean Penn
Scenariusz : Sean Penn, Jon Krakauer
Data premiery : 01.09.2007
Obsada : Emilie Hirsch, Marcia Gay Harden, William Hurt, Jena Malone, Vince Vaughn
Gatunek : biograficzny, dramat
Ocena : 4/5
Film Seana Penna, oparty na książce Jona Krakauera, opowiada autentyczną historię Christophera McCandlessa , amerykańskiego studenta, który porzucił swoje dotychczasowe życie, przeznaczył całe oszczędności na cele charytatywne i wyruszył w podróż po USA, z punktem docelowym wyprawy, gdzieś na totalnym odludziu Alaski.
Obraz zachwycił mnie głównie od strony reżyserii i aktorstwa. Udało przedstawić się nie tylko fascynującą historię Chrisa, ale również wątki poboczne, postaci, które spotkał na swojej drodze, bez których jego podróż zarówna ta literalna jak i wewnętrzna nie mogłaby się odbyć. Niezbyt entuzjastycznie podchodzę do samego bohatera, logicznym wydaje się mocne romantyzowanie postaci przez Penna, domyślam się, że potrzebował pozwolenie od rodziny na nakręcenie tej historii. Udało mu się jednak stworzyć niezwykle wzruszający i przejmujący film, który zostaje w głowie na długo po ostatniej scenie. Do tego świetna ścieżka dzwiękowa, piękne zdjęcia dzikiej, nieokiełznanej, ale i bezlitosnej przyrody, której częścią już niestety nie jesteśmy.
Play it again, Sam.
Reżyseria : Herbert Ross
Scenariusz : Woody Allen
Data premiery : 04.05.1972
Obsada : Woody Allen, Diane Keaton, Tony Roberts, Jerry Lacy
Gatunek : komedia
Ocena : 4.5/5
Allan, neurotyczny krytyk filmowy, właśnie przechodzi mały życiowy dołek związany z porzuceniem przez żonę. Z pomocą przybywa mu zaprzyjaźnione małżeństwo – Dick i Linda. Próbują znaleźć mu nową dziewczynę, dzięki której zapomni o Nancy. Niestety Allanowi daleko do szarmanckiej i pewnej siebie postawy, którą zawsze na ekranie prezentował jego idol Humphrey Bogart, stąd misja zeswatania z miłą i uroczą kobietą okaże się dużo trudniejsza, ale przede wszystkim dużo zabawniejsza.
Po pierwsze duet Allen – Keaton to przykład zestawienia aktorskiego, które zawsze jest trafione i mi osobiście nigdy się nie nudzi. Oboje mają świetne wyczucie komediowe i genialnie się uzupełniają, a Diane to moja ulubiona „allenowska muza”. Po drugie, jako że również jestem wielbicielką Bogiego, przewodni motyw Bogarta – mentora życiowego dla Allana to już wręcz czysta filmowa ekstaza. Wyśmienicie wkręcone dialogi i nawiązania z jego filmów, z absolutnie mistrzowską końcową sceną , będącą parafrazą „Casablanki”. Do tego oczywiście należy dodać typowe, ale zawsze solidne zagrania Woody’ego, jego lekomanie, niezdarność, przewrażliwienie i gadulstwo.
A tak na marginesie scena na lotnisku w wersji muppetowej, czyli Kermit jako Rick i Miss Piggy – Ilsa :
Before the Devil Knows You’re Dead
Reżyseria : Sidney Lumet
Scenariusz : Kelly Masterson
Data premiery : 06.09.2007
Obsada : Philip Seymour Hoffman, Ethan Hawke, Albert Finney, Marisa Tomei, Rosemary Harris
Gatunek : dramat, thriller
Ocena : 2.5/5
Bracia, Andy i Hank postanawiają wykonać skok na sklep jubilerski swoich rodziców. Plan wydaje się perfekcyjny, nikt nie ucierpi, rodzice dostaną wysokie odszkodowanie, a synowie pieniądze, których potrzebują jak powietrza. Niestety, nie da się wszystkiego przewidzieć. Napad się nie udaje i okazuje się brzemienny w skutkach, a nasi bohaterowie będą musieli uciekać przed konsekwencjami i przytłaczającym poczuciem winy.
Film Lumeta to poszarpana narracyjnie historia, opowiedziana z dwóch punktów widzenia – Andiego i Hanka. Bracia są totalnymi przeciwieństwami, Andy to na pozór dobrze ustawiony finansista, z piękną żoną u boku i luksusowym apartamentem, Hank natomiast to przykład życiowego nieudacznika i fajtłapy, któremu nigdy nic nie wychodzi. To właśnie ten ciągły konflikt charakterów wydaje się najciekawszy, czy to bezpośrednie konfrontacje, relacje z ojcem i siostrą czy późniejsza, wymuszona współpraca po nieudanym napadzie. Hoffman jest dla mnie absolutnie najlepszym amerykańskim aktorem na ten moment i choćby dla jego kreacji cynicznej szuji warto sięgnąć po ten tytuł.
Niestety im bardziej pętla wokół szyi sie zacieśnia tym bardziej męczący staje się ten film, ilość nieprzewidzianych zdarzeń, nieodkrytych dotąd powiązań i szekspirowskich wybuchów sumienia jest przytłaczająca. Fabuła staje się przekombinowana i gęsty, mroczny klimat gdzieś się ulatnia. Niewykorzystany bardzo duży potencjał.
Burn after reading
Reżyseria : Ethan Coen, Joel Coen
Scenariusz : Ethan Coen, Joel Coen
Data premiery : 24.10.2008
Obsada : George Clooney, John Malkovich, Tilda Swinton, Frances Mcdormand, Brad Pitt
Gatunek : komedia
Ocena : 3.5/5
Osborne Cox po latach pracy w CIA zostaje wyrzucony za pijaństwo,a jego małżeństwo zmierza ku rychłemu upadkowi. Słodkie pragnienie zemsty agenta pogmatwa losy zakompleksionej Lindy, która oszczędza na pakiet operacji plastycznych, jej głupkowatego kolegi z pracy Chada oraz czarującego, acz równie ekscentrycznego Harrego, który buszuje po serwisach randkowych, tworzy zabawki erotyczne i przy okazji sypia z żoną Osborna. Dysk stworzony przez Coxa z jak się wszystkim wydaje bardzo ważnymi informacjami agencji bezpieczeństwa stanie się towarem pożądanym przez wielu, a gra będzie się toczyć na śmierć i życie.
Nowy film braci o tym, że inteligencja jest pojęciem względnym. Niezwykle trafna i kąśliwa komedia, przedstawiająca nasze cyfrowe życie w poczuciu wszechogarniającej paranoi, która dotyczy prawie wszystkich sfer codzienności. Obsada wyśmienita, z absolutnym zwycięzcą Bradem Pittem w roli Chada. Historia dość szybko wciąga, gagi inteligentne i na poziomie ( no może z jakimiś wyjątkami :-p ), finał wyśmienity. W skrócie bardzo dobry film, jednak z perspektywy tworu duetu Coen&Coen już tylko przyzwoity.
The Children’s Hour
Reżyseria : William Wyler
Scenariusz : Lillian Hellman
Data premiery : 19.12.1961
Obsada : Audrey Hepburn, Shirley MacLaine, James Garner, Veronica Cartwright
Gatunek : dramat, obyczajowy, społeczny
Ocena : 3.5/5
Karen i Martha znają się jeszcze z czasów studenckich, najlepsze przyjaciółki, które spełniają swoje marzenie, prowadząc szkołę dla dziewcząt. Poznajemy je w momencie, gdy placówka zaczyna stawać na nogi, stabilizacja wręcz kryje się za rogiem. Również w życiu osobistym Karen, ogłoszenie jej zaręczyn z przystojnym doktorem Joe wydaje się być formalnością. Wszystkie plany i oczekiwania zostaną jednak zniweczone, gdy niesforna uczennica rozpuści plotkę, jakoby Karen i Marthę łączyło coś więcej niż serdeczna przyjaźń.
Niepokojący film Williama Wylera studium psychologicznego rozpadu człowieka po odrzuceniu i napiętnowaniu go przez społeczeństwo. Przykład niesamowitego ostrza słów, które potrafią wywrócić życie do góry nogami. Przy tym wątek lesbijskiej miłości pokazany niezwykle subtelnie, głównie z racji tego jak kontrowersyjny był to temat na owe czasy. Martha, typ niepewnej siebie neurotyczki, zaczyna dostrzegać jakim uczuciem darzy od wielu lat swoją kompankę, zbliżający się wielkimi krokami ślub z Jackiem zaczyna ją coraz bardziej irytować, cały czas towarzyszą jej wyrzuty sumienia, obwinia się za powstałą sytuację, w każdej plotce wszak jest ziarenko prawdy. Dla Karen praca z dziećmi to całe życie, nie śpieszno jej do za mąż pójścia, momentami sprawia wrażenie oziębłej i obojętnej dla swojego lubego, czym podsyca nadzieję Marthy i jednocześnie pogrąża ją w jeszcze większym poczuciu winy.
Siła filmu Wylera leży w fenomenalnym duecie MacLaine – Hepburn, których postaci koncertowo się kontrastują, a zarazem uzupełniają, przez co fascynującym jest obserwowanie dynamizmu ich relacji. Niezwykle przekonująca Shirley MacLaine szczególnie w końcowych partiach filmu, wygrywa moim zdaniem pojedynek aktorski. Oczywiście lata 60′ rządzą się swoimi prawami, stąd momentami irytujące wydawać się może swoiste obchodzenie tematu, często stosowane niedomówienia, pół słówka, osobiście uważam, że ma to również swój urok.
Roman holiday
Reżyseria : William Wyler
Scenariusz : Dalton Trumbo, Ian Hunter
Data premiery : 27.08.1953
Obsada : Gregory Peck, Audrey Hepburn, Eddie Albert
Gatunek : romans
Ocena : 5/5
Pochodząca z nie nazwanego kraju księżniczka Ann zatrzymuje się w czasie swojej jak najbardziej służbowej podróży w Rzymie. Zmęczona żywotem w kryształowej klatce postanawia pewnej nocy uciec i zakosztować prawdziwego życia. Spotyka na swojej drodze amerykańskiego dziennikarza Joe Bradleya, który po uświadomieniu sobie z kim ma do czynienia, dla ratowania swojej posady postanawia wykorzystać sytuację. Zaprasza niczego nieświadomą Ann na jednodniową podróż po “wiecznym mieście” , prosi o pomoc fotografa, który im towarzyszy, a w ukryciu robi księżniczce zdjęcia, które według sprytnego planu Bradleya trafią na pierwsze strony gazet, a jemu zapewnią wreszcie finansową stabilizację.
Jak na filmowego zgreda przystało napiszę, że takich filmów już nie robią, a takich mężczyzn “do zakochania” jak Gregory Peck już dawno, wraz z nadejściem niszczącej, metroseksualnej fali zastąpiły mydłkowate chłopięta. Na temat coraz częstych głosów, nazywających Keire Knightley nową Audrey Hepburn nie będę się rozpisywać, bo zaczynam odczuwać mały niedowład lewej strony na samą myśl. Choć nie odmawiam talentu pannie Knightley, ale tu wszak nie o talent się rozchodzi, a o urok. Bo “Rzymskie wakacje” to historia prosta jak budowa cepa, można się nawet doszukiwać jakiś niedorzeczności scenariuszowych, zbytnich uproszczeń i czego dusza zapragnie, ale subtelność, lekkość i nie nachalny romantyzm sprawiają, że ten film można oglądać nieprzyzwoitą ilość razy, zakochując się w nim za każdym razem na nowo. Wszystkie elementy , wątki komediowe i te bardziej łzawe, są tu idealnie wyważone, Peck i nagrodzona Oskarem Hepburn tworzą na ekranie magiczny duet, Rzym jako postać drugoplanowa również zachwyca, a wszystko jest zwieńczone absolutnie idealnym zakończeniem.
Reżyseria : Sydney Pollack